czwartek, 6 lutego 2014

piszę sobie

     Właściwie to nie wiem dlaczego tak się migam od nauki. Gdy tak sobie teraz przysiadłam nad materiałem do egzaminu z teorii literatury, to wcale nie było tak źle. Szczerze pisząc, to nawet się wciągnęłam w temat. Wyznaczniki literatury, poetyka, krytyka literacka… To jest fajne. Jedynym problemem jest tylko ta terminologia. Ah, nie będę się nad tym rozwodzić o 23, bez przesady.
     Jutrzejszy dzień zapowiada się – hm – z jednej strony lepiej, z drugiej gorzej. Lepiej dlatego, że muszę jechać tylko po wpisy i będę mogła sobie trochę poczytać w czytelni. Gorzej, bo z angielskiego mam jednak 3,5 – wstawioną do elektronicznego indeksu. Mam zatem mieszane uczucia. Ale w końcu powinnam się otrząsnąć z tym angielskim. Przecież to 3,5 mam z palcem w nosie. No nic.
     Wysyłam jutro materiał na ulotkę. Projekt przygotuje mi dziewczyna z mojego forum. Za kasę oczywiście, ale chociaż będę miała pewność, że będzie to profesjonalne wykonanie, a nie moje – domowe, po łebkach. Zbliża się wystawa w Łodzi, z czymś tam trzeba pojechać…
     Tak sobie poczytałam starsze wpisy na blogu. Te z kwietnia 2013 roku… Podobnie jak kartkę z kalendarza którą wyrwałam i podarłam, tak mogłabym z nimi zrobić, skasować, wyczyścić, ale i tak nie zapomnę o tym dlaczego powstały i że w ogóle powstały….
     Piszę sobie. Z ludźmi. Na tym moim czatowym numerze gg. I sama nie wiem. To ja jestem dziwna, czy inni. To ja jestem tchórzem i nie potrafię podjąć decyzji i się jej potem trzymać, a może półświadomie czekam na cholernego nieistniejącego księcia z bajki (łatwo zrzucić tutaj winę za to na Disney’a). Jednak chyba każdy normalny człowiek miałby obawy przed spotkaniem się z osobą, którą poznał w sieci. Ja jestem autentyczna. Staram się być szczera, mój e-mail jest cały czas aktywny, nie piszę, że jestem chuderlakiem, tylko otwarcie, już w nicku, przyznaję się do otyłości (dla niektórych to jest chyba równoważne z morderstwem – nie, nie przesadzam). Ale skąd mogę wiedzieć, że ten Marcin, czy Mateusz są normalnymi facetami, a nie psycholami? Ha! No tak, nie dowiem się dopóki nie spróbuję. Dziś nie widzę innej opcji niż to, że poznałabym kogoś w sieci. Jakoś tak w rzeczywistości prawdziwej się nie udzielam, nie mam odwagi – zresztą nie należę do wyzwolonych kobiet robiących pierwszy krok – nawet z ciałem supermodelki nie potrafiłabym zagaić rozmowy, no ale mniejsza z tym, nie o to chodzi.
     Cholerny Internet. I laptop. Nie liczę ile godzin dziennie na nim spędzam, ale pewnie sporo. O dużo, za dużo. Dlatego po zdaniu egzaminów – niestety bez laptopa się do nich nie przygotuję – zrobię sobie kilkudniową przerwę od ekranów – telewizora, komputera. Od książek też. Moje oczy naprawdę muszą odpocząć. Może jakieś krople wzmacniające? Chłopak z odjechanych jakieś krople polecał ostatnio.

     Tak trudno jest się wyłączyć.

2 komentarze:

  1. Ja przez internet poznałam co prawda same dziewczyny, ale są dziś moje najlepsze koleżanki, dla nas-nieśmialców to świetna opcja. Oczywiście zachowując zdrowy rozsądek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie miałam odwagi, ale ochotę na spotkanie z osobą, o której pisałam. Po czasie stwierdziłam, że coś mnie jednak ustrzegło. Twojej sytuacji nie znam, więc trudno cokolwiek doradzić.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam!