Nie, dziękuję. W sieci udało mi się znaleźć tylko jeden artykuł na ten temat.
Ohyda. A rozmawiałam ostatnio z pewną dziewczyną na czaterii – 18latka, ważąca
niewiele mniej ode mnie. I zgadałyśmy się o facetach z którymi piszemy. I
pisałyśmy o takich, którzy zdają się czerpać przyjemność z karmienia kobiety, z
„posiadania” kobiety ważącej ponad 150kg. Tak, 150kg – to minimum. Haha,
niezbyt wiele mi brakuje do tej wagi.
Dziewczyna napisała mi, że spotkała się z
jednym kolesiem na takim karmieniu. Z jednej strony jest świadoma tego, jak
bardzo jest to szkodliwa, praktycznie autodestrukcyjna droga. Pomijając to, że
facet ją pociąga, to nigdy nie czuła się przez nikogo tak adorowana jak przez
niego. I naprawdę to rozumiem. Mogę się tylko domyślać, że gdybym była w
podobnej sytuacji jak ona, to też bym się wahała, a może nawet przechylała
szalę zwycięstwa na korzyść tego feedersa. Okropne, prawda? Do czego może być
zdolna niekochana nigdy grubaska. Nawet w teorii!
Zaczynam się brzydzić sobą. Już nawet nie
będę pisać o tym, co dzisiaj zrobiłam. Niedobrze mi. Szkoda, że widzę to
wszystko tylko wieczorem, gdy sobie siadam i spokojnie spisuję wszystkie myśli,
a nie wtedy gdy sięgam po batona, chipsy czy coś tam jeszcze. Znalazłam sobie
substytut przyjaciół, miłości, lekarstwo na stres – wszystko w jednym –
jedzeniu. I jak się sobą nie brzydzić? To ja! To ja dopuściłam do swojego
wyglądu! Nawet się dzisiaj nie ważyłam. Po co? Żeby jeszcze bardziej siebie
znienawidzić? Gdyby to coś pomogło, to zaczęłabym walić głową w ścianę. Ale to
nic nie da. Jedyne wyjście to ogarnięcie dupy i zastopowanie z żarciem, a
zastartowanie z ćwiczeniami. Schudnięcie jest możliwe. A pewnie. Tylko nie wiem
czy sobie z tym poradzę.
Każdy wpis na jedno kopyto. Narzekanie,
użalanie się nad sobą. Nic prawdziwie odkrywczego. Nienawidzę się. Nienawidzę
swojego wyglądu. Mam dość. Nieme wołanie o pomoc, którego siłą rzeczy nikt nie
usłyszy. Co mam robić?
poradzisz sobie...jeśli może tylko znajdziesz jakieś "zastępstwo" jedzenia, co? może odwrócić uwagę jakoś od hm...beczynności pewnej? bo mam wrażenie, że to ona dużo powoduje, jak tak tu zaglądam. a może nie bezczynność...może to błędne koło jakiegoś poczucia bezsilności?
OdpowiedzUsuńw ogóle, to nie wiedziałem, że jest takie zjawisko. czuję się...zaskoczony.
Bezczynność, bezsilność... Bezczynność wynikająca z bezsilności... Masz rację. (Ha! Piszę to już dzisiaj drugi raz:))
UsuńFeeders istnieje, a jakże...
Nienawidzisz siebie? Przecież człowiek to nie tylko wygląd. Na pewno jest w Tobie wiele pozytywów. Jeśli znajdziesz siłę na walkę, może warto sięgnąć po pomoc specjalisty. Pamiętaj, że to żaden wstyd.
OdpowiedzUsuń